Wstaję z łóżka i patrzę w sufit. Od momentu otwarcia powiek mam ochotę napisać tu cokolwiek, wylać z siebie ten cały żal i gniew który kumulował się we mnie od ładnych paru lat, jednak w pewnym momencie orientuję się, że nie mam czego wylewać, bo nie czuję żadnych negatywnych emocji. Zniknęły, po prostu. Uśmiecham się do sufitu jak głupia z nadzieją, że ten mi odpowie. Łatwiej mi pisać o bólu który był w pewnym momencie wszechobecny, teraz nie mam już po co krzyczeć, nie mam nad czym płakać. Jestem w pełni świadoma tego na jakim etapie jestem w życiu i chyba ta świadomość pozwala mi być szczęśliwą z tego co posiadam i z tego co mogę dopiero zdobyć. Mimo tego jestem złakniona nowych doświadczeń, pragnę przeżyć tyle ile inni mogą tylko pomarzyć.
Teraz przyszedł czas na podziękowania, dla tych osób którzy byli przy mnie przez te kilka trudnych lat w moim życiu, co nie oznacza, że takie się jeszcze nie pojawią. Po prostu dziękuję, że byliście czasami ciągnąc mnie do góry a czasami na dno, żebym mogła spokojnie się od niego odbić. Teraz mam wszystko. Nie da się tego zepsuć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz